Zaznacz stronę

Święta zbliżają się wielkimi krokami. Między robieniem zakupów, sprzątaniem i przystrajaniem domu usiadłam nad filiżanką herbaty. Udzielił mi się refleksyjny nastrój. Pomyślałam – to będą nasze kolejne święta z dziećmi. W pierwsze, chciałam, aby wszystko było idealnie. Takie święta jak z obrazka i reklam. Też tak mieliście?

Z każdym kolejnym rokiem wraz ze wzrostem doświadczenia rodzicielskiego spadał mój przymus perfekcjonizmu i wygórowanych oczekiwań. Zdałam sobie sprawę z tego, że to my, dorośli, dążymy, aby w ten wyjątkowy czas, jakim są święta, wszystko było idealne. To rodzi stres i presję no i  wpływa negatywnie na dzieci. Da się tego uniknąć? TAK.

Każde nasze święta były inne, ale pewne hmm… „elementy” powtarzały się co roku. I mam nieodparte wrażenie, że powtarzają się one w wielu domach 🙂

Znacie to?

„Ryba??? Bleeee……..”

Tak wiem – według tradycji każdej potrawy należy spróbować. Ale czy każda nam smakuje? Coś Wam zdradzę: ja osobiście nie cierpię kompotu z suszu, a mój syn, który traktuje jedzenie bardzo wybiórczo, na Wigilii zjada tylko opłatek i chleb. Zgadzam się na to. Nie zmuszam do jedzenia. Chcę, aby to był czas radości, a nie walki o żywienie.

„Mamo! Mamo! Czy mogę już wstać od stołu?”

Przesiadywanie przy stole – jako dzieci też tego nie znosiliśmy. Pozwalam dzieciom wstać, kiedy skończyły posiłek. Może chcą spędzić czas z dawno nie widzianym kuzynostwem i porozmawiać o tylko im znanych sprawach? Proponuję dzieciom gry planszowe, kalambury itp. Czasami gramy razem. To okazja, by również wstać od stołu, okazja do  WSPÓLNEGO śmiechu i zabawy.

„Nie chcę tego prezentu! Nie podoba mi się”

Bywa i tak. Nam też nie każdy podarunek przypada do gustu. Uczę jednak dzieci, aby podziękowały za otrzymany prezent i wysiłek, który ktoś wykonał wybierając go.

„Magda, pocałuj pana.”

Pamiętacie ten teleturniej? Czasem Święta i różnego rodzaju spotkania rodzinne bardzo mi go przypominają. Tabuny cioć, często zupełnie nieznanych dziecku przytulają go, całują
i pieszczotliwie szczypią w policzki. A tiu…tiu… bobasku. Dziecko ma prawo nie chcieć tego typu czułości, i ja to szanuję.

 

„Czy muszę iść na Pasterkę? / Czy musimy jechać na Wigilię do babci/cioci? Mogę zostać w domu?”

Tłumaczę dziecku czym są dla Naszej rodziny święta, jakie mamy plany i pomysły na ich spędzenie. Ustalam zasady zachowania w kościele czy poza domem (u babci obowiązują nieco inne reguły niż w naszym domu) – to szczególnie ważne przy dzieciach z ADHD czy Zespołem Aspergera lub przejawiających trudne zachowania. Rozmawiam o savoir-vivre. Opowiadam o swoich wspomnieniach z dzieciństwa dotyczących świąt. Budujecie razem bożonarodzeniową szopkę? To może być dobry czas na tego typu rozmowy.

 

„Nudzi mi się. A kiedy przyjdzie Mikołaj?”

Spędzamy czas razem, bawimy się i śmiejmy, przecież Boże Narodzenie to czas radości. Niech ten CZAS stanie się dla nas WARTOŚCIĄ, prezenty staną się dodatkiem.

 

Jakie są teraz nasze święta?

Wraz z upływem lat inne rzeczy stały się dla mnie ważne. Po tych kilku latach przestała się liczyć idealnie przystrojona choinka. Widzę, ile radości sprawia dzieciom jej ubieranie i przymykam oko na źle rozłożone kolorystycznie i nie tak (oczywiście tylko według mnie) rozwieszone bombki. Często wspólnie robimy dekoracje. Lepimy razem pierogi – te dziecięce są krzywe i nieforemne, ale patrzę na nie z czułością. Są przecież tak niedoskonale perfekcyjne. Robimy mnóstwo zdjęć. Niepozowanych – w tym cały ich urok. Za kilka lat będziemy oglądać je z nostalgią i rozżewieniem.

Święta to czas dla rodziny. Cieszmy się nim. Radujmy.

 

Pozdrawiam Was bardzo ciepło i świątecznie 🙂

Monika Oryl-Misztela.

ps. w pierwsze święta z dzieckiem odwiedziliśmy ostry dyżur, bo mój niespełna roczny synek ściągnął z idealnej choinki bombkę, która się stłukła. Oczywiście wszystko skończyło się dobrze i nic się nie stało, ale ja, świeżo upieczona mama spanikowałam, ogromnie się bałam czy nie włożył do buzi jakiegoś szkiełka. Nauczona tym doświadczeniem w kolejnym roku wprowadziłam pewne świąteczne zasady, którymi się z Wami dzielę. Nie mam patentu na nieomylność, więc weźcie z tego tyle, ile dla Was będzie przydatne.

  1. zrezygnowałam z ozdób szklanych na rzecz plastikowych, papierowych i słomianych.
  2. zrezygnowałam z obrusu lub kładę go tak, aby żaden jego kawałek nie zwisał ze stołu.
  3. choinka – na podwyższeniu lub parapecie, tak aby dziecko jej nie sięgnęło
  4. zrezygnowałam z migających światełek choinkowych – to dodatkowe bodźce dla malutkiego dziecka
  5. zakupy robiłam sama, uznałam, że hipermarket z jaskrawymi światłami, zapachami, głośną muzyką i tłumem ludzi opętanych świąteczną gorączką to nienajlepsze miejsce dla mojego malucha