O sztuce odnajdywania własnych odpowiedzi

O sztuce odnajdywania własnych odpowiedzi

Wielu z nas przychodzi na terapię z przekonaniem, że psychoterapeuta poda nam odpowiedź, wyznaczy właściwy kierunek albo jasno określi, co powinniśmy zrobić z naszym życiem. To bardzo ludzkie, bo kiedy czujemy zagubienie, naturalnie szukamy kogoś, kto powie nam, jak wyjść z chaosu. Jednak psychoterapia nie polega na dawaniu rad, bo gotowe wskazówki pozbawiłyby człowieka najważniejszego elementu procesu, odkrycia własnej prawdy i podjęcia decyzji w zgodzie ze sobą, a nie pod wpływem zewnętrznego autorytetu. W gabinecie często pojawia się oczekiwanie, że terapeuta pomoże podjąć decyzję „za nas”. Wyobraźmy sobie Martę, która od miesięcy tkwi w wyczerpującym związku i w końcu mówi: „Proszę mi powiedzieć, czy powinnam odejść”. W takiej sytuacji terapeuta nie poda jednoznacznej odpowiedzi, ponieważ wie, że decyzja o rozstaniu musi wynikać z wewnętrznej dojrzałości, a nie z czyjegoś zalecenia. Gdyby Marta wyszła z terapii z poczuciem, że to terapeuta „nakazał jej odejść”, łatwo mogłaby później wątpić w tę decyzję, szukać winy w sobie lub przeciwnie, obwiniać specjalistę. Kiedy natomiast sama dochodzi do wniosku, czego naprawdę chce, jej decyzja jest trwalsza, bardziej stabilna i zgodna z nią. W codzienności często obserwujemy także inne oczekiwanie – potrzebę szybkiej ulgi. Ktoś przychodzi na sesję po trudnym dniu w pracy, tak jak robi to pan Krzysztof, który opowiada o konflikcie z przełożonym, a potem ze zniecierpliwieniem dodaje: „Niech mi pani powie, jak mam z nim rozmawiać, żeby wreszcie mnie szanował”. Jest w tym tęsknota za szybkim rozwiązaniem, za prostą techniką, która przyniesie natychmiastowy efekt. Ale terapia nie działa jak instrukcja obsługi, zamiast gotowego dialogu terapeuta pomaga Krzysztofowi zrozumieć, dlaczego ten konflikt tak bardzo go dotyka, jakie emocje stoją za jego reakcjami i czego naprawdę potrzebuje w relacji zawodowej. Dopiero to pozwala mu później budować bardziej dojrzałą komunikację, a nie jedynie „odgrywać” narzucony scenariusz. Zdarza się też, że pacjent oczekuje oceny moralnej. Na przykład Anna długo waha się, czy postąpiła właściwie, odwołując ważne rodzinne spotkanie, bo chciała odpocząć. Przyznaje: „Chcę wiedzieć, czy zrobiłam dobrze”. Jednak terapeuta nie powie jej, czy jej decyzja była dobra czy zła, ponieważ nie jest tam po to, by wydawać moralne wyroki. Jego rolą jest pomóc Annie zrozumieć, z czego wynika jej wątpliwość, czy z poczucia obowiązku, lęku przed oceną, czy może z przekonań wyniesionych z domu. To odkrycie ma większą wartość niż jakakolwiek jednoznaczna odpowiedź. Czasem pacjent oczekuje, że terapeuta będzie kimś w rodzaju „mądrego doradcy życiowego”, podobnie jak ciocia Grażyna czy najlepsza przyjaciółka, która zawsze mówi, co myśli. Ale w terapii działa to inaczej. Gdyby terapeuta wchodził w rolę autorytetu, z czasem mógłby nieświadomie kierować życiem pacjenta zgodnie ze swoimi wartościami, gustami czy światopoglądem. Wyobraźmy sobie młodą osobę, która rozważa wyjazd za granicę, i terapeuta, który powiedzmy, bardzo ceni stabilność, sugeruje jej „bezpieczniejszą opcję”. To subtelny przykład tego, jak łatwo naruszyć autonomię drugiego człowieka, nawet przy najlepszych intencjach. Dlatego psychoterapia tak mocno opiera się na neutralności i uważności. Dzięki temu pacjent może usłyszeć swój własny głos, a nie echo cudzych oczekiwań. To właśnie widać w sytuacjach takich jak historia Asi, która po długim procesie uświadamia sobie, że przez lata podejmowała decyzje, kierując się tym, „co wypada”, a nie tym, czego pragnie. Dopiero kiedy terapeuta pomaga jej odkryć te schematy, Asia zaczyna podejmować decyzje wynikające z jej własnych potrzeb i to one wprowadzają prawdziwą zmianę w jej życiu. Z zewnątrz może się wydawać, że terapia bez rad jest mniej konkretna lub mniej efektywna. Jednak osoby, które doświadczą procesu opartego na dialogu, refleksji i głębokim zrozumieniu siebie, często mówią później: „Nigdy nie sądziłam, że potrafię podjąć taką decyzję sama”, „Pierwszy raz czuję, że mam kontrolę”, „To była moja odpowiedź, nie czyjaś”. I to właśnie jest sedno psychoterapii, nie chodzi o to, by specjalista podawał gotowe rozwiązania, lecz o to, by człowiek sam odzyskał zdolność trafnego kierowania swoim życiem.

Terapia nie jest więc zbiorem instrukcji, tylko procesem dojrzewania do własnych odpowiedzi. To właśnie dzięki temu zmiany, które z niej wynikają, są trwałe, autentyczne i budujące. A przykładów na to, że to działa, można znaleźć w gabinetach każdego terapeuty, wszędzie tam, gdzie człowiek krok po kroku odzyskuje kontakt ze sobą i zaczyna świadomie wybierać swoją drogę.

POLITYKA COOKIE. Ta strona korzysta z plików cookie, aby zapewnić najlepszą jakość korzystania z naszej witryny.